Skąd to się bierze, że mamy w sobie tyle siły? To jest niekwestionowane – każdy z nas żyje po kilkadziesiąt lat, pokonuje nieskończone trudności. Mniejsze i większe, podejmuje miliony decyzji. Z dnia na dzień uczymy się, że marzenia są dla niepraktycznych romantyków. Że marzenia to co innego, a prawdziwe życie jest inne. Na początku w to nie wierzymy, bo „mi musi się udać zmienić świat”. A później dostajemy kilka przykładów z „dorosłego życia”: ktoś nam wbije nóż w plecy, ktoś zawiedzie zaufanie, kto inny na naszych plecach wjedzie na górę. I codziennie będziemy mieli dowody na to, że trzeba odpuścić. Odpuściłeś już?
Są zalety tego, że człowiek kilka razy dostanie mocno poniżej pleców. Bo jest sporo prawdy w tym, że życie wygląda inaczej niż w marzeniach. Marzenia są za darmo, ich realizacja kosztuje. I ten koszt warto zapłacić. Tak naprawdę to jedyny koszt jaki warto ponieść w życiu – doprowadzenie swojego życia tak blisko marzeń jak to tylko możliwe! I piszę to z perspektywy człowieka, który dostał kilka strzałów, dosyć bolesnych, a jeszcze sporo pewnie przede mną. Z drugiej strony wiem, że po każdym da się podnieść, powiedzieć „dziękuję za lekcję” i działać dalej.
Od trzech lat działam poza skrzydłami zorganizowanej korporacji, która o mnie dbała. Mam perspektywę na to, co jest dobrego w pracy w międzynarodowej firmie, a jak to wygląda na własnym. O kilku wnioskach już pisałem: obarczanie winą za swoje przeładowanie pracą, czy stres środowiska, w którym pracujecie jest drogą donikąd. Bo to wszystko wynika z wnętrza. I nie zamierzam się z kimkolwiek tutaj kłócić, to już po prostu wiem.
Mądrzejszy o te trzy lata doświadczeń doszedłem do jeszcze jednego wniosku. Warto zaprojektować sobie idealny obraz swojego życia i do niego dążyć. Praktyczny przykład? Zaczynasz własną firmę i od razu uruchamia się efekt „musi się udać, bo to przecież wielki ja robię”, a dodatkowo sobie postanawiasz, że „przycisnę się przez rok, a później będzie z górki”. To przyciskanie się polega na rezygnacji z mniej ważnych spraw takich jak sport, hobby, zmniejszenie czasu spędzanego z rodziną i tym podobne. Kto jest bez winy niech pierwszy rzuci kamień. To ślepa uliczka. Bo nigdy się nie układa. Życie się cały czas zmienia, biznes rośnie, stawia nowe wyzwania. Nie będzie czasu na rzeczy ważne.
Albo wpiszesz ważne rzeczy w swój plan dnia, tygodnia, miesiąca, roku, uczynisz je częścią swojego życia, albo strzelasz sobie w kolana, stopy i powoli się zabijasz! Zajęło mi trochę poukładanie sobie tego w nawale pracy, ale zaczynając od małych zmian: o 17:00 wyłączam laptopa i jestem do 21:00 dostępny dla rodziny, co tydzień ćwiczę fizycznie 3 razy, w tym 2 z trenerem nieważne co się dzieje.
Czym zapłaciłem na początku i czym nadal płacę? Efekt numer 1: nagle się okazuje, że nie stać Cię na twój styl życia pod względem czasu. Bo zaczynają się opóźniać projekty zawodowe. Moja decyzja: zawieszenie kilku z nich, skupienie się na najważniejszych. Przemodelowanie sposobu pracy (to jeszcze w trakcie) na taki umożliwiający łatwiejsze i skuteczniejsze przekazywanie obowiązków i zamykanie spraw w 100% do końca. Od razu prostując, to nie jest filozofia „nie wyrabiania się” ;). To po prostu obnażyło o ile za dużo mam na głowie i gdzie mogę poprawić moją efektywność.
I z tego właśnie wniosek: jestem gotowy zapłacić cenę tych zmian, bo wiem, że doprowadzą mnie bliżej tego stylu życia, który jest dla mnie ważny. Bo wpiszą w codzienność zdrowy styl życia i rodzinę, a jednocześnie pozwolą rozwijać się stabilnie w długim okresie. To nie skok na kasę, tylko trwała zmiana. Gdy sobie pomyślę, że kiedyś potrafiłem poświęcić się niesamowicie projektom w pracy i na studiach, to wiem, że gdy coś jest dla mnie ważne daję z siebie wszystko. Wiem, że tak samo jest u Ciebie. Każdy z nas ma siłę do poświęcenie się temu co ważne. Przemyśl co chcesz robić, kim chcesz być, znajdź coś co Cię tam przybliży i zacznij robić to dzisiaj! Zapłacisz cenę, będzie trudno i będziesz wątpić. Ale co innego jest warte twojego czasu jak nie kształtowanie swojej przyszłości w rytm swoich najlepszych wyobrażeń?
Marzenia są za darmo, ich realizacja kosztuje. Ile będzie kosztować rezygnacja z ich realizacji? Dziś pewnie niewiele. A za 10, 20, 30 lat? Co z tym zrobisz? O co walczysz dzisiaj? O co naprawdę warto?